Kim jestem?

Tak bowiem bywa, że Życie niezwykle inspiruje. Czasem każe mówić, a czasem tylko pozwala się słuchać. Mimo paradoksu przyjmujemy to z godnością tak długo, jak długo żyjemy napełnieni optymizmem. Tylko ile jesteśmy w stanie utrzymać taki stan i co tak naprawdę to powoduje? Nasuwa się kolejny problem – kim jesteśmy, a kim mamy szansę być?

Zastanawiam się, czym jest optymizm – a raczej po co? Po to żeby nim walczyć z przeciwnościami, czy po to, aby dążyć do szczęścia? Jest naszą tarczą czy mieczem? Dlaczego tak często poprzez Wiarę [poniekąd: optymizm] idealizujemy nasze cele? Dlaczego zależy nam tak bardzo na spełnieniu swoich ambicji? Pewnie dlatego, że „głupio by było” spalić się, kiedy już coś zaczęliśmy. Po co w takim razie zaczynać coś, co niekoniecznie jest potrzebne? Ciągle zadaje sobie te pytania, męcząc siebie i innych. Sam odgaduję tylko tyle, że moje ambicje biorą górę w cudzych pragnieniach. „To realize dreams of someone, who protects you from the darkness” – „My way of Ninja” [from Naruto].

A może poważnym kłopotem jest PESYMIZM, nierzadko mielony (mylony?) z obiektywizmem i racjonalizmem? Są w Życiu [piszę z dużej litery, gdyż tak Je cenię] momenty, kiedy patrzymy na siebie samych i stawiamy sobie zagadkę – „kim jestem?” Niejednokrotnie towarzyszy temu dziwne uczucie wzgardy lub odwrotnie – dowartościowania. To spojrzenie na swój wewnętrzny Świat jest ogromnie ważne. Jednak nie zawsze widzimy, to co chcemy zobaczyć. Jakkolwiek na siebie popatrzymy, to zgadujemy swoją osobowość właśnie w chwilach zmian życiowych. Dlaczego nie mamy okazji kiedy indziej? A może się mylę? Może Każdy raz dziennie zadaje sobie pytanie – „Kim jestem?” Umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie? Czy znam swoją wartość każdego dnia?

A gdyby tak żyć bez zmian? Tak monotonnie… Czy trudnych pytań byłoby mniej? Czy wtedy znałbym swoją wartość zawsze, niezmiennie?

No, ale… but się rozwiązał. Dalej tą metaforyczną drogą nie pójdę. „Chciałbym podzielić się szczęściem, którego nie mam” – czyż to nie twórcze [a raczej o twórczości]? :) Nie podpisuję się pod tym tekstem, ale tylko z jednego powodu – szczęście mam, ono tkwi gdzieś głęboko we mnie. Tymi pozytywnymi słowami chciałbym zakończyć swoje wywody na temat Bycia. Pozwolę sobie jednak jeszcze przytoczyć element Wiary, który wyznajemy z Grześkiem (morphago), Kubą (CooBek), Anką (śnieżka) i być może przekabacę do tego Olka (Wolf) – „W dzień i w nocy wszystko mi sprzyja”.

Po tych wszystkich aforyzmach, czy jakby tego nie nazwać, powiadamiam, że coraz większym krokiem wracam do codingu. W ciągu miesiąca przedstawię szerzej jeden z moich projektów. A Każdy kto chciałby spróbować zgadnąć, co działo się w ostatnim tygodniu mojego życia, to proszę bardzo [dla tych, którzy tak bardzo pragnęli wielomianów na wykresie]:

W tym miejscu Chciałbym dołączyć wzruszające i niekiedy mrożące krew w żyłach podziękowania Osobom, którym na mnie zależy. Nieważne czy mi na nich też, bo być może o tym jeszcze nie wiem. Apelująco – nie bójmy się słów, które zawierają prawdę, albowiem bez nich wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane i nieosiągalne. Dziękuję.

I jedno – jeżeli Ktoś (Kochani…) miałby ciekawe pomysły na Życie – byłbym Rad usłyszeć.

12 odpowiedzi na temat “Kim jestem?”

  1. morphago napisał:

    Poczucie swojej wartości ma niekiedy powiązanie z godnością, ale tylko czasem. Dla porównania podam przykład prostytutek, które hmm… chcąc nie chcąc z powodu „wykonywanego” zawodu godności mieć nie mogą (przez co niektóre czują się jak gówno i stąd faszerowanie się przeróżniastymi narkotykami potem HIV i potem… ehh każdy może sobie sam to dokończyć). Ale są sytuacje kiedy godność mija się szeroko z poczuciem własnej wartości np. (hipotetycznie) staramy się o kogoś, myślimy o tej osobie poważnie, a ta osoba albo to olewa albo wykorzystuje perfidnie przeciw nam. Wówczas (ja przynajmniej tak zrobiłem) zacząłem sobie wmawiać „NIE WIESZ CO STRACIفAŚ”. To nie egoizm (tak mi się przynajmniej wydaje) lecz budowanie przeczucia, że cenimy swoje ego.

  2. Wolf napisał:

    Jestem anty, ciężko mnie przekabacić.

    Szczęście masz, tylko o tym nie wiesz. Przyjaźń też masz, bo my to chyba nie „Pijani Powietrzem” A co do … przemyśleń dotyczących życia… i a zresztą, i tak to wiesz. A optymizm to rzecz bardzo ulotna, każdy z nas jest w stanie sobie ją stworzyć, to jest coś co łatwo jest komuś odebrać, bo psuje go jedna chwila. A potrzebny czasem jest, nawet i do tego złego.

    I ciężko gdybać kim jesteśmy a kim będziemy. Ująłbym to raczej w kontekście „jesteśmy kim jesteśmy, a to kim STARAMY się być lub będziemy zostawmy ojcu czasu”

  3. morphago napisał:

    „zostawmy ojcu czasu”
    ja wole działać i kształtować swój los niż pozostawaić to przeznaczeniu… mam wpływ na swoje życie i chcę to wykorzystać

  4. namek napisał:

    jednakze pozostawanie biernym [pasywnym], to wlasnie to zostawienie… Otworzyliscie mi oczy ponownie.

  5. Hang napisał:

    Bo ze szczęściem to jest kurde tak, że albo je sami dojrzymy albo nigdy do nas nie przyjdzie. Często potrzeba jakiegoś kopa w życiu, a po pewnym czasie widzimy, że wszystko miało jakiś sens, ze coś nas przez zycie prowadziło: podświadomość, Bóg, przeznaczenie? Każdy nazywa sobie inaczej ;P Charakter w jakiejś cześci też można kształtować samemu, a optymistom wszystko lepiej idzie niz pesymistom. A im wiecej sukcesów/porażek tym bardziej jestesmy optymistami/pesymistami i mamy wielkie koło które sami musimy przerwac :> Jak najszybciej jeżeli jestesmy po nieodpowiedniej stronie, zanim nas przygniecie :X

  6. Hang napisał:

    Btw. to nie wykres wielomianu bo ma wierzchołki :X tzw. ostrza czy jak to tam się mówi ;)

  7. namek napisał:

    Hang: przyjmij niedokladnosc. icek (wypowiedzial sie na GG) przyczepil sie braku miejsc zerowych. Miejsce zerowe JEST, tylko Wy go nie widzicie.

  8. Wolf napisał:

    Miejsce zerowe pojawi się gdy… bierność przejdzie w niechęć a niechęć w rozpacz :> i mamy zenit. Czyli Jajo

  9. morphago napisał:

    miejsce zerowe w moim mniemaniu oznaczało by „I don’t give a fuck if I live or die” jak to jest w kawałku Soulfly – Fuel the Hate

  10. namek napisał:

    hmm, tak pomyslalem chwile ostatnio, ale ze neta nie mialem… musze odpisac. Hang, nie podoba mi sie, ze „Przeznaczenie” i „Podswiadomosc” podpisujesz jako to samo. „Kazdy sobie nazywa inaczej”. Otoz tak, ale nie o tym samym mysli [a najwyzej mu sie wydaje, ze tak nie jest].

    * Podswiadomosc to niejako narzedzie
    * Przeznaczenie to droga tlumaczen (czesto niepowodzen, ale niekoniecznie)
    * Bog to Droga Drog

    Wazne jednak, ze w cos wierzymy goraco, jednoczesnie z postawa wlasnych sil. Krocej – wiara w siebie. To sie liczy.

    No, ale chyba zboczylismy z tematu. Tak czy siak, musialem to napisac ;) Pozdro Hang

  11. Trey napisał:

    Po pierwsze twój tekst to jedno wielkie pytanie i niczego właściwie nie rozstrzyga. Po drugie przynajmniej według mnie za bardzo się przejmujesz przez co nie wszystko zauważasz. Teraz pewnie powiesz mi, że dlatego że piszę wszędzie że mi jest coś obojętne to nie mam swojego zdania. No i się mylisz bo bardzo nie lubię gdy ktoś bezpodstawnie narzuca mi swoją wolę. Co do teko kawałka o kształtowaniu życia to wydaje mi się że nie ma sensu planować wszystkiego na zapas bo później coś nie wypali i co wtedy zrobić.

  12. namek napisał:

    Trey – zgadles, bowiem nie chce odpowiedzi na te pytania. Jakby mozna sie bylo domyslic – granica bezsensu – to temat, o ktorym juz pisalem w poprzednim poscie. Tam jest to co byc powinno. Mianowicie, wszystko jest indywidualne. Trey, nie polecam uzywac zwrotow w stylu „teraz pewnie zrobisz cos”, bo albo kogos podswiadomie obrazaja, albo sa zwyklym atakiem dla niektorych. Co wtedy zrobic?

    Nie zgodze sie, ze nic nie planowac. Masz racje, ze Ci sie wydaje, bo na tym sie konczy. Granica bezsensu to taka magia, ktora mowi, gdzie zakonczyc m.in. planowanie. Np. ostatnio organizujemy ognisko klasowe. Jak zauwazyles – zadajemy pytania: gdzie, kiedy, kto i jak. Czy bez tego da sie zorganizowac owe spotkanie?

    Jednak domyslam sie, ze termin „wszystkiego na zapas” w Twojej wypowiedzi skrycie ujal, to co jest prawdziwe. Mianowicie, ze nie nalezy planowac tego, z czym jeszcze nie mamy stycznosci.

    Jednak mimo wszystko, nie powiem, zeby nie planowac Zycia… z tym stycznosc mamy zawsze i ogolny zarys TRZEBA miec. Wiecej niz zarys, to juz poza granica bezsensu (czy sensu, jak kto z ktorej strony patrzy) :)

Zostaw odpowiedź